Like Tears in Rain

Wpis

wtorek, 24 grudnia 2013

"To oczywiste, że Jezus nie chodził po wodzie"

Dlaczego woli w Ameryce kręcić science-fiction niż realistyczne filmy, co łączy Stany Zjednoczone z Chrystusem, a Chrystusa z Che Guevarą opowiada Stopklatce wybitny holenderski reżyser, Paul Verhoeven.
 
Michał Hernes: Napisał pan książkę „Jezus z Nazaretu", w której tytułowy bohater został przedstawiony jako syn rzymskiego legionisty. Skąd ten pomysł?
 
Paul Verhoeven: Chciałem odtworzyć historyczne realia tamtych czasów. Chodziło mi o opisanie ówczesnej sytuacji politycznej i okupacji Palestyny. Zwłaszcza, że polityka i polityczne oblicze Jezusa zostały z Biblii wyeliminowane. Niewykluczone, że apostołowie bali się opisać prawdę, która nie spodobałaby się rządzącym. Chciałem to sprostować i pokazać, jaki Jezus był, według mnie, naprawdę. To oczywiste, że gdy ktoś propagował idee Królestwa Bożego, to musiał zostać zlikwidowany przez Rzymskie Imperium. Jezusowi wydawało się, że Bóg zacznie w niedalekiej przyszłości rządzić Palestyną. Miało to nastąpić w ciągu roku, a nie na przestrzeni dwóch tysięcy lat. To oznaczałoby zaś, że Rzym i jerozolimska autokracja zostaną pokonane. Wysyłany przez Jezusa komunikat miał charakter polityczny. Obwołano go Królem Żydów i sam również tak o sobie mówił. Dlatego ukrzyżowano go jako partyzanta. Z punktu widzenia Rzymian był kimś, kogo możnaby porównać do Osamy bin Ladena czy Che Guevary. Skoro go skazali, to naprawdę musieli być przekonani o tym, że zagraża Rzymowi.
 
Powstanie o tym film?
 
Bardzo chcę go zrobić. W pierwszej kolejności muszę znaleźć autora, który napisze scenariusz. Potem będziemy musieli zdobyć fundusze. To kontrowersyjny projekt, a nie klasyczna ekranizacja Biblii, więc zobaczymy, jak szybko uda nam się go zrealizować. Celem jest pokazanie Jezusa jako zwykłego człowieka. Osobiście uważam, że bogowie istnieją tylko w greckiej mitologii. W rzeczywistości ich nie ma. 
 
Pokaże pan Jezusa jako osobę z poczuciem humoru? Humor odgrywa w końcu ważną rolę w wielu pańskich filmach.
 
Nie wiem, jak to u niego wyglądało, ale hiperbolizm, którego używał w opowieściach i przemówieniach, prawdopodobnie zawierał w sobie elementy humorystyczne. Chodzi przykładowo o zdanie: „Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa Bożego". Niezależnie od tego, Chrystus mówił o rzeczach bardzo poważnych. Poza tym, był poetą i artystą. 
 
A jak zapatruje się pan na jego seksualność?
 
Nie dysponujemy informacjami na ten temat. Nie ma ich ani w Biblii, ani w materiałach historycznych. Nie wiemy, czy miał żonę bądź dziewczynę, chociaż pojawiają się sugestie, że spotykał się z Marią Magdaleną. Wiem natomiast, że jego prawa ręka, święty Piotr, był żonaty. Niewykluczone, że z pozostałymi apostołami było podobnie. Za nonsens uważam spekulacje o homoseksualizmie Chrystusa. Myślę, że obsesja związana z Królestwem Bożym tak mocno nim zawładnęła, że seksualność odstawił na dalszy plan. Rzecz jasna, dotyczy to lat, w których zaangażował się w tę sprawę. W późniejszym czasie nie brakowało osób z feministycznymi teoriami, starającymi się wzmocnić rolę Marii Magdaleny.

Więcej na:

http://stopklatka.pl/-/49645466,rezyser-nagiego-instynktu-dla-stopklatki-jezus-jak-bin-laden

Michał Hernes


Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
mihernes
Czas publikacji:
wtorek, 24 grudnia 2013 10:25

Polecane wpisy