Like Tears in Rain

Wpis

środa, 05 czerwca 2013

Oskar Schindler nie był święty

- Kiedy Spielberg zabierał się za kręcenie tego filmu, jego żydowscy koledzy z wytwórni filmowych mówili mu, żeby nie podejmował się tego wyzwania, bo nikogo to nie zainteresuje. Dziś, kiedy moje dzieci patrzą na włoskie podręczniki do historii, przy drugiej wojnie światowej są zdjęcia z… "Listy Schindlera" - mówi Michałowi Hernesowi Caroline Goodall, filmowa pani Schindler.
Michał Hernes: Jak wielkim wyzwaniem było dla pani wcielić się w postać tak heroiczną jak Emilie Schindler?
 
Caroline Goodall: Czułam ogromną odpowiedzialność związaną z tym, że muszę jak najmocniej przybliżyć się do prawdy związanej z nią i jej dziedzictwem. Niestety, nie mieliśmy zbyt dużo informacji na temat Emilie. Wynikało to z faktu, że odmówiła współpracy z Thomasem Keneallym, kiedy ten pracował nad książką o Schindlerze. Gdy Thomas pisał do niej listy, mieszkała w Buenos Aires i klepała biedę. Wspierały ją żydowskie organizacje i wydaje mi się, że nie chciała wracać do historii życia jej zmarłego męża. Niewykluczone, że zaskoczyło ją, że australijski pisarz chce opowiedzieć o ich losach. Możliwe także, że po prostu nie interesował ją rozgłos. W tej sytuacji Keneally był zmuszony pracować nad książką bez informacji zebranych od jednego z kluczowych uczestników wydarzeń. Poldek Pfefferberg przekonał go jednak, żeby został w Los Angeles i skupił się na tej opowieści, bo powstanie z niej wielki film. Ta historia w znacznej części została oparta na punkcie widzenia Poldka, ale też na wywiadach i informacjach zebranych przez Keneally'ego. Wydaje mi się, że dopiero kiedy „Lista Schindlera" odniosła wielki sukces, Emille Schindler zrozumiała, że popełniła błąd. 
 
Jak przygotowywała się pani do zagrania tej roli?
 
Otrzymałam dostęp do niemieckich filmów dokumentalnych, w których się wypowiadała. Dało mi to możliwość przyjrzenia się kobiecie, która niby była niska, ale wciąż miała wielką siłę charakteru i ogień. Okazało się to bardzo pomocne. Akurat kończyłam grać we francuskim filmie wojennym „Les Pepees de diamants", którego akcja rozgrywa się w czasie drugiej wojny światowej. W związku z tym dużo czytałam o tamtych czasach; o tym, jak ubierali się wówczas ludzie i co odczuwali. Starałam się też dowiedzieć jak najwięcej o Emilie Schindler, która urodziła się w gminie Maletin i była Czeszką. Jako Angielka już wcześniej miałam świadomość tego, co w tamtych czasach miało miejsce. Chodziło tylko o uzupełnienie i usystematyzowanie mojej wiedzy. Jednocześnie moje zadanie polegało na tym, by dochować wierności scenariuszowi. Nawet jeśli gra się prawdziwą osobę, to równolegle portretuje się postać ze scenariusza. Trzeba więc być fair w stosunku do scenarzysty i wizji Stevena Spielberga. Z jednej strony chciałam jak najmocniej zagłębić się w moją bohaterkę i odkryć, kim była, z drugiej musiałam pozostać wierna tekstowi zapisanemu w scenariuszu. Sprowadza się to do odnalezienia kompromisu i równowagi. 
 
Problem polegał na tym, że Emilie Schindler krytykowała film i miała Spielbergowi za złe sposób, w jaki pokazał jej relację z Oskarem, który nie był jej wierny.
 
Skoro  najpierw odmówiła Keneally'owi, a potem Stevenowi, to nie uważam, by miała prawa do krytykowania „Listy Schindlera", chociaż bardziej przyczyniła się do ratowania Żydów, niż to pokazano w filmie. Była osobą niezwykłą. Musimy jednak spojrzeć na to wszystko przez pryzmat sposobu, w jaki ta historia została opowiedziana. Traktuje ona o trzech mężczyznach. W jej środku znajduje się Oskar Schindler, będący esencją antybohatera. To zwykły człowiek z ogromnymi ambicjami, który chce się dorobić wielkiego majątku. Jest też czarny charakter, czyli Amon Göth i dobra osoba, grana przez Bena Kingsleya. Relacje między dobrym a złym, którzy próbują sprowadzić Schindlera na swoją stronę, to schemat charakterystyczny dla filmów tego wielkiego reżysera. Moim zdaniem właśnie o tym traktuje ta produkcja.  Wokół tego wątku umieszczono opowieść o człowieku ratującym Żydów. Spielberga bardzo interesował wewnętrzny konflikt i dynamika postaci, która zrobiła coś niesamowicie dobrego. W podobnym klimacie utrzymany jest film „Lincoln", traktujący o walce o zniesienie niewolnictwa. Człowiek zmagający się z moralnością przewija się przez większość jego produkcji, łącznie z „Indianą Jonesem".

Więcej na:

http://stopklatka.pl/-/60599327,oskar-schindler-nie-byl-swiety?page=1

Michał Hernes

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
mihernes
Czas publikacji:
środa, 05 czerwca 2013 19:35

Polecane wpisy